Jej długie czarne włosy z
czerwonymi końcówkami powiewały lekko na wietrze. Czarne oczy spoglądały na
leżącą przed nią istote. Na twarzy gościł szeroki i szyderczy uśmiech. W
powietrzu unosiło się widmo śmierci. Słyszała krotkie i szybkie oddechy tego
czegoś co przed nią leżało, ale nie zwracała na to uwagi. Miała na sobie długi
czarny płaszcz sięgający do ziemi, kozaki do kolan w tym samym kolorze i takie
same rękawiczki, jak i kaptur, który ledwo utrzymywał się na głowie. Pochyliła
się nad nim i nie dotykając ust chłopaka wdmuchneła powietrze między jego
otwarte wargi. Wstała i spoglądała na niego uważnie. Rece chlopaka zaczely
młócić na oślep powietrze i drapać bezsensownie ziemie. Organizm domagał się tak
mu potrzebnego powietrza. Gałki oczne ukazały swą białą powierzchnię, ale mimo
to chłopak nadal żył. Rozkoszowała się cudzą, nigdy nie znaną jej śmiercią.
Karmiła się strachem, przerażeniem, rozgoryczeniem, czy bólem swoich ofiar. Nie
potrafiła żyć bez tego. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i chłoneła jego
wszystkie negatywne uczucia. Uwielbiała smakować zatrutej miłości. Miłości,
której ktoś nie odwzajemnia lub sztucznie próbuje ją udawać. Chłopak został
wielokrotnie zraniony, a jego serce było wielokrotnie łamane, rozstrzaskiwane na
miliony kawałków i tyle samo razy sklejane, a ona się tym żywiła. Wewnętrznym
okiem potrafiła dojrzeć twarz dziewczyny, o której teraz myśli, lecz nie
zamierzała go teraz żałować. Posmakowała mocy, która cały czas w niej rosła
poprzez jego śmierć i nie chciała tego przerywać. Chciała nie ustannie jej
smakować. Mimo, że chłopak już nie żył ona miała coś jeszcze do zabrania od
niego. Mówią, że jedyne co dusza zabiera po śmierci do tego drugiego świata to
jest miłość, a ona nawet to zabierała swoim ofiarom. Nie zamierzała pozwalać im
cieszyć się z czego kolwiek. Dusza bez miłość była niczym i o to jej chodziło,
żeby po pewnym czasie trafiały one do piekła. Stała i chwilę patrzyła na
bezwładne ciało leżące przed nią. Jak ona bardzo lubiła takie widoki.
Zakapturzona postać dziewczyny odwróciła nagle głowę w prawą stronę. Ktoś ją
śledził. Zawsze była śledzona i nigdy nie mogła być sama, ale mimo to zawsze
udawało jej się spędzać nawet tygodnie samej, gdzieś na odludziu, gdzie nikt nie
mógł jej znaleźć. Tak dawno przed nikim nie uciekała, że zapomniała, jak jest to
dobra zabawa. Szybko rzuciła się biegiem przed siebie, a zjawa, która ją
śledziła podażyła jej śladem.